W Przemyślu szukaliśmy prawdziwego skarbu (Mój ssskarbie/Trójka) Dodaj do playlisty. Bo podobno każdy skarbiec ma swojego upiora…. Poszukiwania zaprowadziły nas do Przemyśla, Twierdzy Przemyśl, tajemniczego Fortu XIII i samego Józefa Szwejka. - Wszędzie są skarby, one leżą na ulicy.
Twój związek powinien być bezpieczną strefą, miejscem, do którego możesz się zwrócić, jeśli chcesz porozmawiać i czuć się otwartym. Potrzebujesz stabilności w swoim związku, więc jeśli nie czujesz, że możesz być swoją osobą, to związek nie jest dla ciebie bezpieczny.
Transcript. „Przyjaciele” Adama Mickiewicza. Temat: Przyjaźń poddana próbie. PRZYJAŹŃ. Jaki powinien być prawdziwy przyjaciel? Kto to jest przyjaciel? Posłuchaj recytacji utworu lub obejrzyj spektakl. Teatr w starej szafiezaprasza na bajkę ,,Przyjaciele'' Adam mickiewicz. ,,Przyjaciele" Adam Mickiewicz.
Tłumaczenia w kontekście hasła "jaki powinien" z polskiego na włoski od Reverso Context: Na przykład, jaki powinien być normalny puls i ciśnienie. Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja
J.polski klasa 6a, lekcje z 24 września. Autor: Jolanta Szabat - września 27, 2022. Temat: Pozostać sobą czy dostosować się do grupy. Podręcznik, s. 52. Uczniowie odpowiadają na pytanie: jaki powinien być prawdziwy przyjaciel?
Jaki powinien być dobry kandydat na męża? Jest prawdziwym mężczyzną. Przede wszystkim trzeba się zastanowić, co to znaczy. Prawdziwy mężczyzna jest odpowiedzialny i nie waha się stanąć w obronie kobiety, kiedy zajdzie taka potrzeba. Poza tym dba o najbliższych poprzez ciężką pracę i chęć zapewnienia im stabilizacji.
Mężczyzną eleganckim, zadbanym, stylowym, ułożonym, taktownym, przystojnym, kulturalnym Pod pojęciem dżentelmena zawierały się właściwie wszystkie pozytywne przymiotniki związane tak z wyglądem, jak i urodzeniem, majętnością czy cechami charakteru. Prawdziwy dżentelmen powinien być wykształcony, dobrze sytuowany
VUSE. O seksualności zazwyczaj nie potrafimy rozmawiać. Uprawiamy seks, pragniemy go, potrzebujemy i doceniamy jego wagę, ale gdy mamy o nim mówić, wolimy milczeć niż zadbać o własną przyjemność. O ironio, najtrudniej rozmawiać nam z własnym partnerem. Polskie sypialnie są milczące i ciemne. Mało w nich miejsca na czerpanie szczerej radości ze zbliżenia. Mało w nich też seksualnej energii. A wszystko dlatego, że jak ognia boimy się własnej seksualności i płynącej z tego siły. Dobry kochanek, to kochanek seksualnie mądry, bogaty w świadomość ciała własnego i partnera. Jego siła seksualna to paliwo, które nigdy nie może się skończyć. Czym jest prawdziwa siła seksualna? Siła seksualna nic innego, jak połączenie świadomości potrzeb seksualnych z umiejętnością kierowania swoją seksualną energią. Nigdy nie służy do ranienia, wykorzystywania, manipulowania, czy wygrywania zakładów i bicia rekordów. Dzięki niej można odbyć niesamowitą podróż i ochronić się przed skrzywdzeniem czy brakiem szacunku ze strony innych osób. Siła seksualna to nie tylko to, kim jesteś w łóżku, chociaż jest to jeden z jej aspektów. Budując ją, tworzysz również połączenie między swoją fizyczną cielesnością a światem doznań na poziomie duchowym i psychicznym. Nie od dziś wiadomo, że wyjątkowo silnym bodźcem seksualnym, mogą być niuanse i drobiazgi, a nie oczywista nagość. We współczesny i rozpędzonym świecie, wiele osób nie doświadcza tzw. pierwotnego związku z druga osobą. Jeśli poświęcisz trochę czasu na zadbanie o własną seksualność, możesz nie tylko uzyskać satysfakcję czysto fizyczną, ale i otworzyć się na dobre i budujące doświadczenia seksualne. Dlaczego najtrudniej cieszyć się seksem? Przede wszystkim z powodu kompleksów i braku pewności siebie. To największy hamulec, którego warto się pozbyć jak najszybciej. Zobacz też: Jak sprawdzić bez mierzenia, czy buty na obcasie są wygodne? Genialny trik Kluczowym aspektem siły seksualnej jest intymność emocjonalna. Intymności między kochankami nie buduje się w sypialni, to bezgraniczne zaufanie i poczucie wzajemnej przynależności. To komfort, który odczuwasz bez względu na to, ile kilogramów ważysz i jaką masz na sobie bieliznę. Ta intymność sprawia, że dla swojego partnera jesteś pociągająca w koronkach i w wyciągniętym dresie w pandy. To właśnie stanowi różnicę między czystym fizycznym seksem a kochaniem się. Intymność emocjonalna rodzi się między dwojgiem zaangażowanych ludzi. Tworzy ją uważność na potrzeby partnerów i ich uczucia. Dbając o siebie na co dzień, wzmacniacie nawzajem swoją atrakcyjność i sprawiacie, że każde z was czuje się wyjątkowo. Intymność zbudowana jest z zaufania i prawdy, nie ma w niej miejsca na idealizowanie. Jest za to miejsce na błędy i kłótnie, jeśli tylko jesteście gotowi je przepracować. Dalsza część tekstu po materiale wideo. 10 cech dobrego kochanka Między kochankami występuje chemia, która dla każdego związku jest bardzo indywidualna. Zapach, tembr głosu, dotyk i styl pocałunków są ważne. Umiejętności techniczne i zgarnie w łóżku również, ale poza tym wszystkim, dobry kochanek ma kilka wyjątkowych cech, które wyróżniła psychiatra Judith Orloff. Sprawdź, jakim jesteś kochankiem. Jesteś chętnym uczniem. Potrafisz rozbawić swojego partnera i jesteś namiętna. Sprawiasz, że twój partner czuje się seksownie i atrakcyjnie. Jesteś pewna siebie, nie boisz się otworzyć przed partnerem. Jesteś żądna przygód i chcesz eksperymentować. Komunikujesz swoje potrzeby i słuchasz swojego partnera. Nie spieszysz się i możesz poczekać. Lubisz dawać przyjemność tak samo, jak lubisz ją otrzymywać. Wspierasz i nie osądzasz. Jesteś w pełni obecna w waszej relacji – nie tylko ciałem. Co powstrzymuje nas od bycia dobrymi kochankami? Jeśli nie potrafisz żyć szczęśliwie tu i teraz, nie potrafisz być dobrą kochanką. Najczęściej wpadamy w pułapki codzienności. Nie mamy czasu, pędzimy, skupiamy się tylko na sobie i piętrzących się zadaniach. Czasem hamuje nas wstyd, skrępowanie i brak doświadczenia seksualnego. Zamykamy swoją seksualność szczelnie i głęboko, by za często o sobie nie przypominała. Wiele z nas opiera się przed postrzeganiem siebie, jako osoby seksualnie atrakcyjnej. Nie nauczyliśmy się tego. O seksie nie wolno było rozmawiać i nikt nie spieszył się, by o seksualności nam opowiedzieć, gdy dorastałyśmy. A gdy już przestałyśmy być małymi dziewczynkami, wpadłyśmy do świata kompleksów i kobiet zbyt idealnych, by mogły istnieć naprawdę. Nie musimy jednak siedzieć zamknięte w szufladzie. Nie musimy ani odbębniać seksu, ani się go bać. Zbudowanie zdrowej i wartościowej siły seksualnej jest w każdej chwili możliwe. Przestańmy się wstydzić, bo nie mamy czego. Kluczem do wspaniałego seksu i wzrastaniu w nim, jako para, jest bez wątpienia bliskość. Intymność wymaga samoświadomości i chęci usuwania przeszkód, które stają nam na drodze. Warto popracować trochę u podstaw i wspólnymi siłami zbudować związek, w którym jest miejsce i na ciepło, i na erotyzm. Priorytet: seksualność Reakcja seksualna to czuły barometr każdej romantycznej relacji, a intymność wymaga zaangażowania i pracy. W każdym związku można ją wykonać i znacznie poprawić relacje seksualne. Czytaj też: Poszedł do klubu go-go i stracił 120 tys. zł. Niczego nie pamięta Ćwicz uważność na siebie samą i na swojego partnera. Znajdź czas na odpoczynek, naucz się relaksować i nie spieszyć. Jeśli czujesz, że bez pamięci wpadasz w wir codzienności, zrób przerwę na ćwiczenia oddechowe. Naucz się być tu i teraz gdy odwozisz dzieci do szkoły albo siedzisz w salonie. Gdy opanujesz tę umiejętność, nie sprawi ci żadnego trudu bycia obecnym w sypialni. Chociaż rodzina, praca i inne piętrzące się przed tobą wymagania mogą przeszkadzać w znalezieniu czasu na swoją seksualność, warto nad nią popracować. A gdy już będziesz w łóżku, wątpliwości zamień na rozmowę. To zawsze najlepsze rozwiązanie. Źródło:
25 lipca 2022, 6:45. 1 min czytania Właściciele sklepów wpadają na kolejne pomysły, by otworzyć się mimo zakazu handlu w niedziele. Niektóre placówki franczyzowe Carrefour stały się klubami czytelnika — informuje serwis Za złamanie zakazu handlu w niedziele grozi od 1000 zł do 100 tys. zł kary, a przy uporczywym łamaniu ustawy – kara ograniczenia wolności. | Foto: East News Z informacji portalu wynika, że kluby czytelnika "wdrożone zostały w co najmniej kilkunastu sklepach w Polsce, działających pod przynajmniej czterema różnymi szyldami". Wszystkie, o których wiadomo, to sklepy franczyzowe — teoretycznie te punkty mogłyby być otwarte, gdyby za ladą stanął w nich właściciel. Tyle że w sklepie będącym "klubem czytelnika" w niedziele niehandlowe może pracować szeregowy pracownik. "Pierwszy klub czytelnika funkcjonuje już w sieci Carrefour Polska. W jednym ze sklepów tej sieci w Warszawie zobaczyliśmy wydzielone stanowisko dla czytelnika, ze stosem książek o przeróżnej tematyce — od przewodnika turystycznego po Dominikanie i Haiti, przez kurs zarządzania, aż po książkę Lecha Wałęsy. Książki można w tym sklepie wypożyczyć lub wymienić, ewentualnie usiąść przy stoliku i zanurzyć się w lekturze nawet do późnych godzin wieczornych" — czytamy w serwisie Carrefour "nie stymuluje" Co na to wszystko firma Carrefour? Przekonuje, że posiada 700 sklepów franczyzowych i większość w niedziele niehandlowe jest zamknięta (ok. 75 proc.). Dalsza część artykułu znajduje się poniżej materiału video: Czytaj także w BUSINESS INSIDER "Nie stymulujemy i nie zachęcamy naszych partnerów biznesowych do korzystania z alternatywnych rozwiązań" — przekazało w komunikacie biuro prasowe sieci serwisowi. Według Państwowej Inspekcji Pracy, otwieranie sklepów w niedziele metodą "na klub czytelnika" jest złamaniem przepisów o zakazie handlu. Ustawa wprowadzająca stopniowo zakaz handlu w niedziele weszła w życie 1 marca 2018 r. Od 2020 r. zakaz handlu nie obowiązuje jedynie w siedem niedziel w roku. Przewidziano także katalog 32 wyłączeń. Zakaz nie obejmuje działalności pocztowej, jeśli przychody z tej działalności stanowią co najmniej 40 proc. przychodów ze sprzedaży danej placówki. Ponadto nie obowiązuje w cukierniach, lodziarniach, na stacjach paliw płynnych, w kwiaciarniach, w sklepach z prasą ani w kawiarniach. Za złamanie zakazu handlu w niedziele grozi od 1000 zł do 100 tys. zł kary, a przy uporczywym łamaniu ustawy – kara ograniczenia wolności.
Jesteście ze sobą od kilku lat. Kochacie się, ale do waszego związku wkradła się rutyna. On wstaje jeszcze przed tobą. Wychodzi do biura bez słowa pożegnania. Ty biegniesz do pracy, potem zajmujesz się domem, a wieczorem otwierasz laptopa i wyrabiasz nadgodziny. Spotykacie się dopiero w łóżku. Po całym dniu nie macie siły na seks. Ty chciałabyś, żeby wasza relacja wyglądała tak, jak kiedyś. On nie widzi, żeby cokolwiek się zmieniło. Myślisz, że "pierwsza randka" nie może trwać przez całe życie? Przeciwnie – da się to załatwić. Nikt nie ożywi twojego życia tak, jak kochanek! Niekoniecznie prawdziwy. Może być wymyślony. Trzeba jednak uważać, by taki eksperyment nie uświadomił nam, że nic nas nie łączy z obecnym partnerem i chętnie – albo ty, albo on – zamienilibyście się na lepszy model. Kolega z dawnych lat Naukowcy pod kierunkiem Kevina Kniffina z Cornell University poprosili grupę kobiet, które zadeklarowały w ankiecie, że ich związek z obecnym partnerem się wypalił, o przeprowadzenie pewnego eksperymentu. Każda z nich miała przez miesiąc pozorować zdradę: znikać wieczorami, przesadnie dbać o siebie, a nawet wysyłać na adres domowy bukiety kwiatów na własne nazwisko, koniecznie dołączając do nich pikantny liścik podpisany męskim imieniem. Efekt był piorunujący! Siedmiu na ośmiu mężczyzn diametralnie zmieniło podejście do swoich partnerek, bojąc się, że mogą je stracić. Karolina, graficzka z Warszawy, jest ze swoim chłopakiem, Michałem, od czterech lat. Poznali się przypadkiem. Karolina szukała mieszkania do wynajęcia i trafiła na ogłoszenie, które zamieścił Michał. Mieszkanie jej się nie spodobało, ale właściciel już tak. – Początki naszego związku były szalone. Codziennie uprawialiśmy seks, piliśmy wino nad Wisłą, urywaliśmy się z pracy w środku dnia, żeby zjeść lunch w naszej ulubionej knajpce. Byliśmy zafascynowani sobą – ciągle rozmawialiśmy i uczyliśmy się od siebie czegoś nowego. Po trzech latach poczułam, że Michał zaczyna się przy mnie nudzić. Zrozumiałam, że muszę coś z tym zrobić. Karolina przypomniała sobie, jak Michał zdenerwował się, kiedy tańczyła ze swoim byłym chłopakiem w klubie. Zrobił jej awanturę i wrócił do domu. – Wtedy mnie olśniło. Pomyślałam, że upozoruję romans z moim byłym. To go na pewno ruszy! – wspomina. Zaczęłam dyskretnie. Od zmiany swojego wyglądu. – W jeden weekend przeistoczyłam się w blondynkę. Choć zawsze zarzekałam się, że to kolor nie dla mnie, zaryzykowałam. To był pierwszy krok. Kiedy wróciłam od fryzjera, Michał burknął znad komputera kurtuazyjne "ładnie ci". Nie zareagowałam. Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Wieczorem powiedziałam mu, że spotkałam na ulicy Marcina, który nie poznał mnie przez zmianę koloru włosów. Potem (w ramach rekompensaty za to faux pas) zaprosił na szybką kawę. Opowiedziałam Michałowi wymyśloną historyjkę o kłopotach Marcina i przyznałam się do tego, że zaoferowałam mu pomoc w znalezieniu mieszkania. Tym sposobem wprowadziłam mojego wymyślonego kochanka do naszego życia. Seksowna kiecka i zaskakująca zmiana Karolina konsekwentnie realizowała swój plan. – Nie wspominałam często o Marcinie – musiałam stopniować napięcie. Znikałam na całe popołudnia, tłumacząc się pracą. W tym czasie albo spotykałam się z koleżankami, albo spędzałam długie godziny na siłowni. Efekt był taki, że zrzuciłam kilka kilogramów, co pomogło w mojej wizualnej metamorfozie. Z nową fryzurą i bez fałdki na brzuchu, wcisnęłam się w seksowne kiecki. Wcześniej nie podejrzewałabym nawet, że coś takiego mogę założyć – wspomina. Michał powoli orientował się, że coś jest nie w porządku. – Pewnego dnia odebrałam telefon od podekscytowanej przyjaciółki, która mówiła, że spotkała ostatnio Michała w centrum handlowym. Wypytywał ją o nasz ostatni wspólny wypad do klubu. W końcu wprost zapytał, czy nie było tam Marcina. To na tyle dziwne, że wcześniej nie przeszłoby mu do głowy, żeby tak węszyć – wspomina Karolina. Pamela Druckerman, autorka wydanej właśnie książki "Dlaczego zdradzamy?", która stała się międzynarodowym bestsellerem, uważa, że umiejętnie wykorzystany wymyślony romans to świetny sposób na zwiększenie zainteresowania partnerem. Mężczyzna, który wyczuje zagrożenie, będzie zastanawiać się, co sprawiło, że partnerka zmieniła swoje zachowanie. Michał zaczął się bardziej starać. Nie przyznał się do tego, że jest zazdrosny, ale bez okazji zaprosił Karolinę na kolację i zaskoczył ją, kiedy jako pierwszy pomyślał, żeby zaplanować ich wspólne wakacje. Tym razem tylko we dwoje, bez przyjaciół. – Jest o wiele bardziej czuły i w końcu zaczął zwracać uwagę na moje problemy. Ostatnio zapytał mnie nawet, co słychać u Marcina. "Nie wiem, nie widzieliśmy się od miesiąca" – odpowiedziałam. Michał uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek. Zgubne skutki zazdrości Psycholog Karolina Gujda potwierdza, że zazdrość podnosi czasem temperaturę związku i może sprawić, że na osobę, z którą jesteśmy od wielu lat, spojrzymy z błyskiem w oku. Ostrzega jednak, że takie działanie może mieć nieprzewidziane konsekwencje. – Zazdrość to niebezpieczne narzędzie, z którym nie powinno się igrać. Po pierwsze, prowokowanie zazdrości nie jest fair wobec osoby, z którą jesteśmy, bo to zwyczajne igranie z czyimiś uczuciami. Po drugie zbyt dużo zazdrości niszczy związek i sprawia, że ludzie mają do siebie coraz mniej zaufania, stają się podejrzliwi, nieufni. Rywalizują ze sobą i próbują się wzajemnie kontrolować. Zdaniem Gujdy jeśli celowo sprawiamy, że nasz partner staje się o nas zazdrosny, musimy mieć świadomość, że jest to proces nieodwracalny – od tej pory zazdrość stanie się jedną z reguł, na której opiera się związek. – Wywoływanie zazdrości i udawanie, że naszym życiu pojawił się ktoś nowy, zazwyczaj się źle kończy – partner straci do nas zaufanie, uzna, że gramy na dwa fronty i zrezygnuje ze związku – ostrzega psycholożka. Może też, w reakcji na naszego "wymyślonego kochanka" znaleźć sobie jak najbardziej realną kochankę. Przekonała się o tym Gosia, farmaceutka z Łodzi. Kiedy w jej małżeństwie zrobiło się nudno, uznała, że skorzysta ze sprawdzonego patentu. Przypomniała sobie jak w liceum jako jedyna z paczki przyjaciółek nie miała chłopaka. – Chciałam być bardzo dorosła i wymyśliłam sobie chłopaka. "Wymysł" był dopracowany w szczegółach, pewnie dlatego, że miał swój realny odpowiednik, do którego wzdychałam... Miał wiek, imię, chodził do szkoły w innej dzielnicy, planował spędzić ze mną resztę życia... Ta historia zwróciła uwagę całej klasy. Stałam się prawdziwą gwiazda i wszyscy mi zazdrościli. Kilkanaście lat ten pomysł okazał się nietrafiony. Gosia po urodzeniu dziecka przytyła 10 kilogramów. Choć bardzo się starała, nie mogła sobie poradzić z szalejącymi hormonami – wciąż tyła. Czuła się coraz bardziej nieatrakcyjna dla swojego męża. – Przestał mnie zauważać, nie zajmował się dzieckiem, siedział do późna w biurze. Wiedziałam, że powoli go tracę – wspomina. Tajemny plan pomogła jej uknuć przyjaciółka. Pomysł był prosty – w jej pracy pojawił się nowy mężczyzna, któremu młoda mama od razu wpadła w oko... Gosia zaczęła coraz częściej wychodzić w soboty – mówiła, że idzie do klubu bawić się ze znajomymi z pracy. W tym czasie synkiem miał zajmować się Paweł. Kilka razy wieczorem poprosiła Baśkę, jej przyjaciółkę, żeby późnym wieczorem wysłała jej z nieznanego numeru SMS-a z życzeniami słodkich snów. Specjalnie zostawiała telefon na widoku i wychodziła na chwilę do łazienki. – Zachowywałam się jak nastolatka. Nie było mnie stać na prawdziwego kochanka, to sobie go wymyśliłam... Z perspektywy czasu wydaje mi się to żałosne. Niestety jej działania nie przyniosły zamierzonego efektu. – Mijały kolejne miesiące, a w naszym związku nic się nie działo. Mówiłam Basi, że moje metody są chyba nieskuteczne... Pewnego dnia Paweł zapomniał wziąć telefonu do pracy. Napisał mail, w którym prosił, żebym nie odbierała żadnych połączeń. Około 10 przyszedł do niego SMS. Jakaś kobieta dziękowała za wspólnie spędzony weekend w Krakowie... Byłam w szoku, bo Paweł miał być wtedy w służbowej delegacji. Mąż Gosi od razu przyznał się do winy. – Mówił, żebym nie była taka święta, bo on od dawna wie o moim romansie... Płakałam, zapewniałam, że zrobiłam to, żeby zwrócił na mnie uwagę. On nie chciał słuchać żadnych wyjaśnień – spakował się i odszedł do innej. Dziś jesteśmy już po rozwodzie. Zapomnij o rutynie "Jakość naszego życia sprowadza się do jakości naszych związków z innymi ludźmi", twierdzi Anthony Robbins, znany amerykański coach. Jak usprawnić nasz związek sprawić, by ponownie zapłonął w nim ogień namiętności? Odpowiedź jest prosta – wystarczy robić wspólnie z partnerem coś, co sprawia nam radość. – Jeśli w naszej relacji brakuje namiętności i wkradła się do niej rutyna, róbmy wszystko, aby tę namiętność na nowo rozbudzić. Ale działajmy razem, ze wzajemnym szacunkiem i sięgajmy tylko po takie rozwiązania, które są akceptowane przez oboje partnerów – twierdzi Karolina Gujda. W książce "Rutyna związku" Anny Popis-Witkowskiej i Adriana Gasza znajdziemy aż 52 sprawdzone sposoby, które pomogą nam naprawdę cieszyć się sobą i odkryć różne zapomniane już może sposoby na odczuwanie przyjemności z bycia razem. Zacznijmy od dwóch magicznych słów "przepraszam" i "dziękuję". Zamiast wydawania komend: "Zrób to dla mnie!", "Kup mi czekoladę", prośmy, nie zacinajmy się w swojej złości, wyciągnijmy rękę do partnera i sprawmy, żeby poczuł się potrzebny. Warto też pomyśleć o urozmaiceniu naszego życia erotycznego – to przecież podstawa udanego związku. Zmieniajmy rozkład seksualnego harmonogramu – nie kochajmy się w określonych miejscach i porach dnia. Zarezerwujmy czas tylko dla siebie. Świece, nastrojowa muzyka, kadzidełka czy wspólna kąpiel z olejkami – to na pewno zwróci uwagę naszego partnera. Poza tym warto też znaleźć wspólne hobby. Najlepiej uprawianie sportu – by połączyć przyjemne z pożytecznym. Siłownia? Wspinaczka? Spinnig? To już kwestia wyboru. Psycholog Monika Błaszczak uważa, że to dużo lepiej podziała na nasz związek niż wywoływanie zazdrości u partnera. - Po co tworzyć negatywne emocje, skoro jest tyle wspaniałych patentów, by nasz związek znów dawał nam satysfakcję? Zamiast szukać problemów i ryzykować utratę zaufania, polecałbym bardziej tradycyjne i sprawdzone metody – mówi Błaszczak.
Michał Rusinek i okładka jego najnowszej książki 'Niedorajda' (Fot. Dawid Żuchowicz/Agencja mat. prasowe) W 2013 roku w Warszawie, podczas Parady Równości, członkowie ONR-u wywiesili transparent z hasłem: "Chcemy męszczyzn, a nie ciot". Chociaż minęło już kilka lat i zmieniły się hasła wypisywane na transparentach przez ONR, to tamten postulat pozostaje, naszym zdaniem, głęboko przejmujący i wciąż aktualny. Poniższy fragment pochodzi z najnowszej książki Michała Rusinka "Niedorajda", która ukaże się w kwietniu nakładem Wydawnictwa Agora. Autor zgodził się na wcześniejsze opublikowanie tekstu w ramach akcji "Ostatni Twój Weekend" dedykując go "wszystkim mężczyznom, ze szczególnym uwzględnieniem autorów poradników, jak być mężczyzną. Wśród wielu globalnych kryzysów właśnie kryzys męskości daje się nam wszystkim we znaki i zmusza do zadawania sobie pytań, jaki powinien być współczesny mężczyzna, by miało z niego pożytek społeczeństwo oraz by pożądały go kobiety, mężczyźni oraz dyslektyczni członkowie jak być mężczyzną, znajdziemy niewiarygodną ilość: od tych wydanych w formie książki, przez odpowiednie działy praktycznie wszystkich pism dla panów, po internetowe serwisy i blogi. Nie starczyłoby nam życia na zapoznanie się z nimi wszystkimi, postanowiliśmy więc zajrzeć do kilkunastu, które uznaliśmy za reprezentatywne dla całej oferty. Zajrzyjmy na początek do poradnika adresowanego wprawdzie do kobiet, ale zawierającego rady, jak traktować mężczyzn, by stali się mężczyznami jako takimi.„Ogólnie, drogie panie, warto męża angażować do wielkich dzieł na rzecz domu, natomiast nie opłaca się go wykorzystywać do drobnych posług” - zaręczamy, drogie panie (i drodzy panowie), że zdanie to jest napisane bez cienia ironii, a znajduje się w rozdziale zatytułowanym „Czy pilot ma być stewardessą?”. Zwróćmy uwagę na opozycję „wielkie dzieła” - „drobne posługi”, która idealnie wpisuje się w opozycję męskie - żeńskie. Autor nie precyzuje, jakie czynności mieszczą się w zakresie owych dzieł, ale domyślamy się, że może chodzić o wbicie gwoździa w ścianę w jakimś eksponowanym miejscu lub zejście do piwnicy i włączenie bezpieczników. Dalszy fragment poradnika sugeruje, że intuicje piwniczne mieliśmy słuszne: „Główną przeszkodą w rozdziale prac na bardziej męskie i bardziej kobiece, jest głoszone przez kulturę (utopijne, by nie powiedzieć - idiotyczne) przekonanie, iż sprawiedliwość polega na identycznym dzieleniu zadań. W imię tak pojętej sprawiedliwości mąż z żoną powinni na przemian nosić węgiel z piwnicy”. No i wszystko jest za to drugi człon opozycji i pojawiające się w nim słowo „posługa”. Oznacza ono wykonywanie za kogoś lub dla kogoś jakiejś pracy. Pobrzmiewa w nim służba, służenie - ale komu? Oczywiście komuś, kto przeznaczony jest do wykonywania wielkich dzieł. „Posługa” brzmi dziś dość anachronicznie i kojarzy się raczej z instytucją Kościoła (posługa kapłańska, akolitat), niż małżeństwa. Może to czynność pomyłkowa redaktora? Poradnik opublikowało bowiem wydawnictwo katolickie. Sięgnijmy więc dla odmiany do poradnika z zupełnie innej półki, za to dla tzw. „prawdziwych mężczyzn”, nazywanych także „twardzielami”.„Klepnięcie w tyłek obcej kobiety jest molestowaniem. Klepnięcie w tyłek swojej kobiety jest komplementem” - powiada jego autor. Z pierwszym zdaniem zgadzamy się w całej rozciągłości. Drugie zdanie wzbudza w nas natomiast współczucie dla kobiet „prawdziwych mężczyzn”. Może to po prostu przejęzyczenie? Zamiast klepnięcia powinno być przytulenie? Mamy też, jak widać, archaiczne podejście do komplementów, bo zawsze nam się wydawało, że są to frazy zawierające różnego rodzaju pochwały. Szybko przeskakujemy więc do poradnika prawienia komplementów:„Uwielbiam twój (tu wstaw dowolną część ciała)” - z tą dowolnością to byśmy nie przesadzali. Wyobraźmy sobie na przykład wstawienie podbródka.„Wolę być z tobą niż (tu wstaw swoje ulubione hobby)” - oczywiście pod warunkiem, że nie jest to takie hobby, którego uprawianie może cię w oczach kobiety skompromitować. Wyobraźnia podpowiada nam ich wiele, ale się powstrzymamy. Za to wrócimy do poradników właściwych. „Jeśli jedziesz samochodem z kobietą, to zawsze ty prowadzisz. Jedyna usprawiedliwiona sytuacja, kiedy kobieta wiezie ciebie jest wtedy, gdy jesteś pijany” - zgoda. Pod żadnym pozorem nie należy prowadzić samochodu po pijanemu. Czemu jednak dla „prawdziwego mężczyzny” to taki wstyd, że nie on prowadzi, jeśli może? Widocznie prowadzenie samochodu należy do tej samej kategorii, co przynoszenie węgla z pył węglowy z dłoni i zajrzyjmy do poradników chrześcijańskich, by sprawdzić, co mają do powiedzenia na ten temat. Wygląda na to, że sprawa relacji męsko-damskich jest prosta: „[Adam i Ewa] przecież mogliby w spokoju ducha żyć sobie w raju jako równi partnerzy”, ponieważ „Ewa wcale nie została stworzona jako podporządkowana [mężczyźnie]”. Ale, dając się skusić szatanowi, „sama się skazała na przekleństwo”. I to przez to „mężowie muszą panować nad swoimi żonami, czy im się to podoba, czy nie”. No cóż, jeszcze innym poradniku znajdziemy taką oto mądrość: „Mężczyzna musi czuć, że jest potrzebny, że jest podporą, nawet wtedy, kiedy kobieta sądzi, że dałaby sobie radę sama. Taka świadomość jest bardzo pomocna jemu samemu — dzięki niej on może się wzmocnić”. Następnie autor poradnika dla mężczyzn zwraca się - o dziwo - do kobiet: „Żony, narzeczone, dziewczyny - opierajcie się na swoich mężach, narzeczonych, na swoich chłopakach!”. I tłumaczy, że kobieta uszczęśliwia mężczyznę okazując słabość i „chroniąc się pod jego opiekuńcze skrzydła”. Jesteśmy ogromnie wdzięczni autorowi za tę metaforę, ponieważ dzięki niej ideał mężczyzny przybrał w naszej wyobraźni ptasią formę. Bardzo się teraz staramy zmusić naszą wyobraźnię, by stanął nam przed oczami raczej orzeł, niż nielot wszystkich nieomal poradnikach męskość przeciwstawiana jest nie tylko kobiecości, ale i niemęskości, przyjmującej różne formy. Na przykład wegetariańską: „Schabowy, stek, burger. A nie pakora, kofta czy spaghetti z cukinią. Mężczyzna je mięso i koniec tematu”; alkoholową: „Mężczyzna pije piwo, wódkę, whisky oraz bimber. Jeśli wino, to tylko do posiłku i tylko z kobietą”; nikotynową: „Mężczyzna nigdy nie pali e-papierosów ani innych dziwacznych wynalazków. Prawdziwe szlugi albo wcale” czy muzyczną: „Mężczyzna może pójść sam lub z kumplami na koncert heavymetalowy, rockowy, a nawet muzyki poważnej. Lecz na koncert disco polo można iść tylko z kobietą”. Ale największym wrogiem męskości jest homoseksualizm. Albo raczej czynność lub atrybut, który mógłby być odebrany jako dowód na nasze skłonności homoseksualne: „Facet w koszulce polo z postawionym kołnierzykiem zawsze wygląda jak człowiek udający się na imprezę do klubu gejowskiego. Zawsze”. Albo „Uścisk dłoni na przywitanie i pożegnanie oraz zwisanie nad przepaścią - to są absolutnie jedyne sytuacje, kiedy możesz złapać za rękę drugiego mężczyznę”. A także: „W stuprocentowo męskim towarzystwie można mówić wulgarne, seksistowskie i homofobiczne żarty”. I wreszcie (to cytat z innego poradnika): „Kiedy mężczyzna staje twarzą w twarz ze śmiercią i akceptuje jej nieuchronność, […] jest gotów do wyrażania prawdziwego siebie. Mężczyzna nie jest gotów żyć w pełni, dopóki nie zaakceptuje tego, że jest już martwy”. Choć ostatnie zdanie nie jest łatwe do zrozumienia, to jednak tkwi w nim pewna prawda, być może nie do końca uświadomiona przez autora: martwy mężczyzna nie może już zrobić niczego, co podważyłoby jego męskość. Prawdziwi mężczyźni, czyli tacy, którzy nie muszą się obawiać, że z jakiegoś powodu staną się zniewieściali, są już rzeczywiście chyba tylko na pomnikach. Czyli Kalina Jędrusik miała rację: „Tylko tekst nam pozostał”.Zdajemy sobie sprawę, że powyższa lista „wrogów” męskości, to tak naprawdę lista lęków „prawdziwego mężczyzny”, lista czynników, przez które może stracić dumny atrybut „prawdziwości” i osunąć w męskość nieprawdziwą. Właściwie wszystkie poradniki podszyte są tymi samymi lękami. Wszystkie deprecjonują kobiecość i uprzedmiotawiają kobiety. I wszystkie projektują kogoś, kim nie tylko sami wolelibyśmy się nie stać, ale także nie mieć za sąsiada. Jeśli jeszcze przeczytamy w tym samym poradniku, że „Mężczyzna może bekać” i uważa, że „Jeśli coś swędzi, można się podrapać”, to mamy ochotę postawić sobie kołnierzyk w koszulce polo, zjeść sałatę i popić ją kieliszkiem pinot grigio, a wiszącemu nad przepaścią prawdziwemu mężczyźnie nie podawać dłoni. Niech sobie chwilę powisi i pozastanawia się nad swoją kiedy już nam się wydaje, że nie ma dla nas żadnej nadziei, to wyjmujemy z półki tom dzienników Sławomira Mrożka, odkurzamy go nieco i czytamy: „Określenie > jest w gruncie rzeczy określeniem pochlebnym. Oznacza ono, że dany osobnik często się myje, nie lubi zabijać ludzi, zdolny jest do współczucia, nie lubi wrzeszczeć i pchać się, żeby udowadniać swoją ważność”.Premiera książki "Niedorajda" już 24 kwietnia. Możesz zamówić ją już teraz w Kulturalnym Sklepie >>
Jak być prawdziwym mężczyzną? Pytanie strasznie ważne dla ogromnej liczby facetów (oraz umiarkowanej liczby ich partnerek). Pytanie, przez które wiele osób miota się, nie mogąc znaleźć odpowiedzi lub próbując się przystosować do odpowiedzi niekoniecznie mającej dla nich specjalny sens. Pytanie, na odpowiedzi na której próbują zarabiać wszyscy od psychologów, przez stylistów, trenerów uwodzenia, a kończąc nawet na kapłanach różnych religii. Odpowiedź: 42*. Proszę, nic nie musisz płacić. A teraz przyjrzymy się temu jakie pytania należy sobie w tej kwestii faktycznie zadać. Bo tytułowe po prostu nie ma większego sensu. *Wiem, bezczelna zżynka z „Autostopem…” ;) Pytanie o to jak być prawdziwym mężczyzną jest bezsensowne, bo czegoś takiego po prostu nie ma. Owszem, są pewne stereotypy tego, kim mężczyźni są lub być powinni. Tyle tylko, że one też są zwykłą wydmuszką. Wszystko co wydaje Ci się, o tym jacy mężczyźni być powinni… To wszystko ktoś, gdzieś, kiedyś postawił na głowie. Jakiś czas temu, w jakimś miejscu – zwykle całkiem niedawno i niedaleko – za wzór męskości uznawano coś skrajnie przeciwnego! Niektóre elementy tych naszych współczesnych stereotypów maja sto czy dwieście lat, ale na większości nie zdążyła jeszcze nawet wyschnąć farba. Dlatego rozważanie bycia prawdziwym mężczyzną jest po prostu absurdalne. Bo którym chcesz być? Twardym wikingiem, z ich obsesyjnym dbaniem o wygląd włosów i fantazyjnymi fryzurami na włosach i brodach? Średniowiecznym rycerzem, u którego płacz rzewnymi łzami był najwyższym przejawem męskości? Walecznym samurajem, który brał sobie ucznia-kochanka albo spartańskim wojownikiem, który uważał, że prawdziwa miłość może być tylko między mężczyznami? Gdziekolwiek i na cokolwiek spojrzysz, jeśli zetrzesz wierzchnią warstewkę lakieru „tak zawsze było” odkryjesz pod spodem fascynującą i zróżnicowaną historię wskazującą na zupełnie inne dzieje danego standardu społecznego. (Dlatego tak uwielbiam czytanie historii „dziwnych” rzeczy, np. długu czy piwa – bo uczą o zróżnicowaniu świata i elementów naszej kultury, którego nawet nie podejrzewaliśmy.) Kultura, propaganda, kto by to rozróżniał? Od jakiegoś czasu po internetach chodzi mem porównujący bohaterów akcji z lat 80-tych z współczesnymi piosenkarzami z boysbandów, z podtekstem „Męskość upada, bo my oglądaliśmy Rambo, a nasze dzieci Justina”. Cóż, odłóżmy tu na bok fakt, że i dzisiaj mamy naprawdę niezłych bohaterów kina akcji. Faktem jest, że to kino stało się deczko bardziej złożone, mniej tu czarno-białych historyjek, więcej nieco niuansów. Można to wyjaśniać potrzebami widowni, która znudziła się prostymi bajkami o dobrych amerykanach i złych obcych. Sądzę jednak, że jest prostsze i ważniejsze wyjaśnienie. Zimna wojna się skończyła. „Umierający” w naszej kulturze „etos” twardego faceta jako esencji męskości jest zwykłą propagandową fikcją, stworzoną na potrzeby zimnej wojny. Amerykanie potrzebowali jakiegoś przekazu, symbolu unifikującego społeczeństwo w przekonaniu o swojej wyższości i bitności. Takim symbolem stali się – wcześniej postrzegani jako zwykli robotnicy – kowboje. Dzielni pionierzy, twardzi mężczyźni i kobiety, walczący z przeciwnościami, łotrami i dzikimi czerwonymi. To z nich wywodzili się dzisiejsi, PRAWDZIWI amerykanie! Nie był to oczywiście pierwszy taki projekt kulturowego przekłamania przeszłości. Sagi rycerskie i cały obyczaj rycerski były wyssanymi z palca bajkami, mającymi jakoś poskromić i ukierunkować tłumy bezdziedzicznych szlachciców. Lepiej w końcu by tłukli się w zrytualizowanych turniejach, niż napadali na drogach na podróżnych. Podobnie japońscy samuraje. Ideał samuraja – mistrza miecza był sztucznym tworem urzędników szogunatu Tokugawa, sposobem na uświetnienie swoich przodków i siebie samych. Prawdziwi samurajowie byli mistrzami, a i owszem – ale łuku. Niespecjalnie chwalili się swoimi zdolnościami jako miecznicy, bo byłoby to równoznaczne ze stwierdzeniem, że nie potrafią trafić do celu i muszą się siekać jak chłopi. Podaje te przykłady po to, żeby spróbować Ci coś uświadomić. Fantazja o twardym macho, jaką sprzedały nam filmy z ostatnich kilkudziesięciu lat,to po prostu licentia poetica filmowców. To żaden prawdziwy czy jedyny standard, do którego za wszelką cenę warto dążyć, czy którego zanik oznacza upadek cywilizacji. (Tak, serio widziałem takie tezy.) To fikcja. Ona nigdy nie istniała, więc nawet nie za bardzo ma jak zanikać. Po prostu przekształca się w inną fikcję. Fikcja to nic złego Chcę tu wyraźnie zaznaczyć jedną rzecz. Jeśli pasuje Ci taki społeczny standard, czy to ze starych westernów i filmów akcji, czy np. współczesny, to super! Jeśli się w nim odnajdujesz, czujesz się z nim dobrze oraz nie narzucasz go innym ludziom – wspaniale! Temat w zasadzie dla Ciebie zamknięty, wiesz czego chcesz, odnajdujesz się w tym, super. Problem z takimi standardami pojawia się, w jednym z dwóch przypadków: a) wierzysz w dany standard, ale inni go nie spełniają, więc zaczynasz się frustrować światem, b) wierzysz w dany standard, ale go nie spełniasz ani nawet nie wiesz jak spełnić, więc czujesz się mniej wartościowy. Często obydwa te układy mieszają się zresztą w ramach tzw. nadkompensacji. Ten mechanizm obronny polega na nadmiernym podkreślaniu obszaru, w którym czujemy się słabo i niepewnie. Osoby mające kłopoty ze zrealizowaniem fikcyjnych standardów męskości, które przyjęli, będą więc często starały narzucić te standardy wszystkim i pozować na osoby realizujące takie standardy w 120%. Jeśli mamy do czynienia z pierwsza sytuacją, warto po prostu popracować nad akceptacją, że inni ludzie mogą mieć inne standardy niż Twoje. To i tak tylko fikcja, więc skoro akceptujesz, że ktoś lubi kryminały, a kto inny horrory, to czemu nie możesz zaakceptować tego? Natomiast w drugiej sytuacji może warto się zastanowić czy te standardy męskości mają w ogóle dla nas osobiście sens, czy też może są tylko pewnym introjektem, przekonaniem przyjętym jako standard bez głębszego go przemyślenia. Jeśli mają sens, można spróbować przygotować plan ich realizacji. Zwykle jednak okaże się, że sensu tak naprawdę nie mają. Przyjęliśmy je przez osmozę kulturową, „nasiąkliśmy” nimi z filmów, książek, komiksów, komentarzy znajomych i nieznajomych. Oni też ich zwykle sami nie wymyślili, tylko również przyjęli, w odwiecznej gierce kulturowego głuchego telefonu. Jeśli jednak odrzucisz te standardy, to pojawia się jeden kolosalny problem. Co w zamian? Jakie standardy powinieneś przyjąć zamiast tego? Co to znaczy być mężczyzną? Do czego dążyć? Tutaj NIE MA prostych odpowiedzi, prawdziwych dla wszystkich. Wręcz nie może takich być. Ale są pytania, które możesz sobie zadać, konkretne kierunki, które sam sobie możesz obrać. Postaram się poniżej przedstawić nieco takich pytań, miejscami wskazując jak odpowiedzi na nie zmieniały się przez wieki. Przerwa na reklamę ;) Książka "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań". Unikatowy tom, wprowadzający Cię w te aspekty ludzkiej komunikacji, które z jakiegoś dziwnego powodu są w psychologii społecznej pewnym tabu. Cóż - ich zrozumienie jest tym bardziej cenne. Dostępna w druku i jako e-book, tylko na Wracamy do artykułu :) Jak powinien wyglądać „prawdziwy mężczyzna”? Wbrew popularnym przekonaniom, naprawdę nie ma tu jednego standardu. Wspominałem już, że wikingowie byli niezłymi fircykami. Podobnie mężczyźni renesansowi, których stroje były bardzo androgeniczne. Nawet takie rzeczy jak „męskie” i „żeńskie” kolory zmieniały się wielokrotnie. Do początku XX wieku w ogóle nie było czegoś takiego, jak podział na stroje dla chłopczyków i dziewczynek, wszystkie dzieci ubierano podobnie. Gdy zaczęło się to różnicować (głównie z przyczyn marketingowych, dzięki temu Ann nie mogła nosić ubranka po starszym bracie ani oddać swojego młodszemu), na początku to niebieski był kolorem dziewczęcym (delikatny i kwiatowy), a różowy był kolorem chłopczyków. W końcu to kolor czerwonego mięsa i krwi wroga! Standardy zmieniają się bardzo elastycznie, więc warto się bardzo zastanowić nad tym, czy chcemy tu za nimi podążać, czy po prostu wybrać strój, z którym się będziemy dobrze czuli i w którym będziemy dobrze wyglądali. Ważniejszym pytaniem może być to, który z tych czynników powinien być dla nas istotniejszy. Mając okazję ubrać się pięknie, ale niewygodnie, lub bardzo wygodnie, ale brzydko, co powinno być dla Ciebie priorytetem? Czy mężczyzna powinien być emocjonalny? Naprawdę zastanawiam się skąd wzięła się idea „chłopaki nie płaczą” i całego tego wypierania emocji u mężczyzn. Przez przytłaczającą większość historii naszej kultury to emocje mężczyzn były traktowane jako ważniejsze i cenniejsze. Odyseusz – bohater wojny trojańskiej i władca – ryczał co i rusz! Podobnie rycerze średniowieczni czy wiktoriańscy dżentelmeni. Łzy były oznaką szczerości, zaangażowania, uczciwości. Myślę, że zmieniło to dla nas paru aktorów z nieruchomymi twarzami – Eastwood, Wayne, itp. Tak mocno wpisali się w naszą kulturę, że trudno nam dostrzec, że może być inaczej. A może być zdecydowanie. Czy mężczyzna powinien być emocjonalny? A może tylko częściowo – niektóre emocje są dozwolone, a inne nie? Kiedy, w jakich sytuacjach możesz, a kiedy nie możesz wykazywać emocji? Jaka powinna być rola mężczyzny w związku? Podział obowiązków historycznie był dyktowany bardziej przez sytuację ekonomiczną, niż cokolwiek innego. Wciąż obecny w naszej kulturze „standard” pracującego męża zarabiającego na rodzinę i żony w domu jest w dużej mierze pochodną rewolucji przemysłowej, z intensywną pracą w fabrykach. Wcześniej przez kilka stuleci mieliśmy bardziej zrównoważony układ – bo np. praca przy hodowli zwierząt wymaga równego zaangażowania obydwu płci. Jeszcze wcześniej układ gdzie kobiety nie miały w ogóle osobowości prawnej, były de facto własnością męża lub ojca. Jeszcze wcześniej – poziom dużo większej równości. Takie układy zmieniały się co i rusz w naszej historii. Więc zamiast myśleć o tym „jak powinno być”, zapytaj siebie – jak chcesz by było u Ciebie? Jak chce osoba z którą jesteś lub z osobą o jakim podejściu chcesz się związać? Układy są naprawdę zróżnicowane i wszystkie mogą być szczęśliwe. Znam układy, gdzie jedynym żywicielem jest mężczyzna, takie gdzie jest nim kobieta, takie gdzie obydwoje osób pracuje. Znam takie, gdzie w pewnym momencie związek utrzymywała ona, a obecnie on – i vice versa. Wśród tych różnych typów znam bardzo szczęśliwe związki i takie niezbyt szczęśliwe – i układ jaki mają nie jest dla tego szczęścia istotnym kryterium. Jest nim natomiast akceptacja tych układów przez obydwie strony. Czy mężczyzna powinien się zajmować dziećmi? Historycznie dziećmi zajmowali się i sami mężczyźni i same kobiety i (jak rodzinę było stać) po prostu najemni służący lub niewolnicy. Często pojawiały się przedziały – do tego wieku ojciec, potem matka, albo vice versa. Naprawdę nie ma tutaj jasnych standardów, dlatego masz okazję ustalić własne. Jaka powinna być rola mężczyzny względem dzieci? Mężczyźni, a status Jakie powinny być zachowania statusowe prawdziwego mężczyzny? Zachowania statusowe, czyli pierwotne zachowania dominacji stadnej. W niektórych kulturach męskość i wysoki status są bardzo silnie powiązane. Jest tak zwłaszcza tzw. kulturach honoru, kulturach pasterzy, którzy potrzebowali chronić swoje stada przez posiadanie opinii drania, który – jak mu zwiniesz owieczkę – będzie cię ścigał i zaciuka. Kultury te mają zwykle jeszcze jeden element – są generalnie dość ubogie. Im mniej masz, tym wyraźniejsze demonstracje honoru/dominacji są potrzebne. Gdy honor jest jedynym, co masz, musisz bardzo się starać by go nie stracić. Im majętniejsze stają się społeczeństwa, tym mniejsza potrzeba osobistego demonstrowania swojej wartości i tym bardziej łagodne stają się zwyczaje. Przejawem bycia prawdziwym mężczyzną przestaje być skłonność do przemocy czy fizycznej dominacji, a staje się wręcz wyrafinowanie zachowań. Tyle tło historyczne. A jak u Ciebie? Czy mężczyzna powinien dominować? Ulegać? Być elastycznym w tym zakresie? Seksualność prawdziwego mężczyzny Nawet nie wiem gdzie tu zaczynać, w epoce filmów porno które, co tu dużo mówić, budują mocno nierealistyczne oczekiwania i przekonania (odnośnie obydwu płci). Zacznę więc od cofnięcia się w czasie i wskazania, że standardy odnośnie seksu i miłości również bardzo się zmieniały. Wciąż się zresztą zmieniają – ideał faceta w Japonii (przynajmniej jeszcze parę lat temu, nie wiem jak teraz)? Młodszy brat. Reklamy w metrze „teraz mam nogi tak gładkie jak moja dziewczyna”. Nie, wcale się nie nabijam – Japonki akurat na to lecą/leciały. Ale też historycznie to miłość męsko-męska była często wskazywana jako ta prawdziwa, a relacje z kobietami sprowadzały się w zasadzie tylko do płodzenia potomstwa. Nawet w średniowiecznej Europie, gdzie pod wpływem kościoła homoseksualizm był zwykle traktowany jako zbrodnia, niektóre państwa dopuszczały dość ciekawe rozwiązania. Np. francuskie „ubratowienie” (affrerement) było de facto pierwowzorem małżeństw homoseksualnych. Nawet tutaj nie ma więc jasnych standardów czy zasad. Są preferencje – może więc warto zastanowić się nad Twoimi? Wiem, że zwłaszcza w tym temacie nie jest to łatwe, stereotypy kulturowe męskości są szczególnie silne w tym obszarze i przyjrzenie się tym kwestiom wymaga sporej samoświadomości. Zdecydowanie i odwaga prawdziwego mężczyzny Tak naprawdę kwestie te podpadają pod wspomniany status. Wysokostatusowi są odważni i zdecydowani. Niskostatusowi nie są. Ale czy mężczyzna faktycznie musi być zawsze wysokostatusowy to już kwestia do własnej oceny. Żyjesz w społeczeństwie Powyższe pytania mają na celu przekazanie Ci jednej prostej prawdy – nie ma jednego, prawdziwego standardu bycia mężczyzną. Jeśli pasują Ci standardy społeczne w tym zakresie – super. Jeśli nie – znajdź swoje. Tylko istotna kwestia – takie odpowiedzi nie mają służyć samousprawiedliwieniu czy lenistwu. Nie chodzi o stwierdzenie „a, jest super jak jest i tyle”. Chodzi o standardy dla Ciebie, ale mogą to też być standardy wysokie, coś do czego możesz dążyć. Bo koniec końców żyjesz w społeczeństwie i ludzie wokół Ciebie też mogą mieć inne standardy i oczekiwania. Twoja partnerka lub partner może mieć inne standardy męskości niż Ty i pewne rzeczy, które robisz, mogą być dla niej/niego po prostu nieatrakcyjne. Co istotne- standardy tej osoby mogą być zupełnie inne od kulturowych, więc często warto się dopytać zamiast zakładać, że „na pewno chce, żebym był taki i taki”. Standardy tego co to znaczy być prawdziwym mężczyzną zmieniały się przez wieki. Może czas – zamiast przyjmować gotowce – zacząć samemu podejmować decyzje i wybierać własne standardy dla siebie? Dbając, oczywiście, o to, żeby to były faktyczne standardy ;) Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
jaki powinien być prawdziwy kochanek